wtorek, 25 maja 2010

40 - katastrofka

Mała katastrofa.

Rozwaliłam sobie bark. Jutro biegnę po stabilizator, na razie zaimprowizowałam temblak.
A tu przyczyna katastrofki:

Zwierzątko moje ukochane, ostatnio w fazie frenetycznego przytulania się, równie frenetycznie podcięło mi wczoraj nogi. Z łapami w kieszeniach - nie zdążyłam ich wyjąć, by się podeprzeć i zamortyzować upadek, starając się nie upaść na psa, by go nie zmiażdżyć, wywinęłam się jakoś dziwnie i z całym impetem runęłam na bark.

Bark nie wytrzymał.

Robótek chyba na razie nie będzie... Chociaż może za kilka dni będzie lepiej?...

9 komentarzy:

  1. Ojć... To, życzę szybkiego powrotu do zdrowia !:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ło matko! No to robótki na razie odłóż, żeby nie nadwyrężyć barku. Dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuje musi bardzo boleć:/ a robótki nie zając nie uciekną:)życzę szybkiego powrotu do zdrowia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O rety! Kochana, ale Ci się narobiło. Wiem, co to ręka usztywniona, więc współczuję. Wracaj szybko do właściwej sprawności, a zwierzak niech się już tylko frenetycznie przytula ")

    OdpowiedzUsuń
  5. O Boze! Strasznie wspolczuje! Mam nadzieje, ze nie boli bardzo... Trzymam kciuki, bys szybko doszla do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Żyję, pamiętam i życzę szybkiego powrotu do pełni sprawności! :-) Ola

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ci współczuję. Wracaj szybko do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, się porobiło :( Mam nadzieję, że już wszystko w porządku :) Zdrówka życzę

    OdpowiedzUsuń